Tu jesteś:




Menu:
Internetowa Liturgia Godzin
Wesprzyj rozwój serwisu

W archidiecezji katowickiej:

Kolor szat:
Piątek, 1 maja 2020
ŚW. JÓZEFA, RZEMIEŚLNIKA
Święto

Teksty liturgii Mszy św.


Jeśli strona nie wyświetla się poprawnie, kliknij tutaj, aby wyświetlić ją w prostszej wersji.


Ps 128, 1-2

Szczęśliwy człowiek, który służy Panu * i chodzi Jego drogami. * Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich, * szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie. * Alleluja.

ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

 


Antyfona na wejście jest tekstem zaczerpniętym z Ps 127; w dawnym mszale tekstu tego używano jako graduału. Rozpoczyna on opis szczęśliwego życia rodzinnego. Jako jego podstawy wymienia bojaźń Bożą oraz pracę rąk własnych. Pielgrzymi wstępujący ku Jerozolimie - oni to bowiem wyśpiewywali zwykle ten psalm - mają żyć z własnej pracy, bo takie jest ogólne prawo nałożone nam po pierwszych rodzicach. Praca, o jakiej mówi hebrajski oryginał, jest pracą fizyczną, przynoszącą utrudzenie. Ona to jednak zapewnia człowiekowi i jego rodzinie godziwe utrzymanie. O tym mówi również Pwt 28, 11-14, warunkując owocność pracy koniecznością zachowania Prawa.


ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

 

W dniu 19 marca obchodziliśmy uroczystość św. Józefa. Przyglądając się wówczas postaci przybranego ojca Jezusa Chrystusa i wstępując razem z nim w Najświętszą Ofiarę, wyczuliśmy, że dalecy jesteśmy od wyczerpania całego duchowego bogactwa tej postaci oraz całej głębi myśli Bożej, zawartej w roli i zadaniach, jakie św. Józef spełniał.
Okres Wielkiego Postu, spowity w inne nastroje, nie sprzyjał zresztą, względnie nie użyczał sposobności po temu, aby kontynuować rozważania na ten temat i dłużej obcować ze świętym patriarchą.
Jest po temu okazja dziś, kiedy w licznych krajach, niezależnie od ich ideowych czy politycznych postaw, obchodzi się powszechne święto pracy. Ona to właśnie - szara, codzienna i żmudna praca ludzka, ten powszedni znój człowieka i jego najzwyklejszy los - kieruje spontanicznie naszą chrześcijańską myśl ku Józefowi, skromnemu cieśli z Nazaretu, który pracą rąk własnych zapewniał bytowanie sobie i tym, których ponad wszystko miłował: Jezusowi i Marii. Józefowa praca nabrała dzięki temu najwyższego znaczenia, można powiedzieć - stała się prototypem pracy pojętej na wskroś po chrześcijańsku.
Skoro zaś w to chrześcijańskie pojęcie pracy wchodzi myśl o jej uświęcającej mocy i skoro zgodnie z tą myślą mamy ją co dzień ofiarować Bogu, weźmy dziś w dłonie trud wszystkich naszych zapracowanych dni i tak jak ongiś Józef, który owoce swej pracy ofiarował Jezusowi i Marii, zanieśmy we Mszy św. ten trud Temu, o którym współcześni mawiali, że jest synem cieśli.


Odmawia się hymn Chwała na wysokości Bogu...


 

Boże, Stwórco wszechświata, Ty nałożyłeś na ludzi obowiązek pracy, spraw, abyśmy za przykładem świętego Józefa i pod jego opieką wykonywali prace, które nam powierzasz, * i otrzymali nagrodę przez Ciebie obiecaną. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

 


Modlitwa dnia jest niezmienionym w niczym tekstem z czasów Piusa XII. Boga zwie stworzycielem rzeczy i prawodawcą powszechnego obowiązku pracy. Streszcza w ten sposób prawdę objawioną, której biblijne uzasadnienie podane jest lub co najmniej wskazane w innych liturgicznych tekstach dzisiejszej Mszy św.
Nawiązuje potem do świetnego przykładu i wstawiennictwa św. Józefa. Mówiąc o jego skromnym bytowaniu i niewysłowionej godności oraz o kulcie, szerzącym się zwłaszcza pośród ludzi prostych, utrudzonych pracą rąk własnych, zwrot ten skomentowaliśmy już dostatecznie. Czy nie wystarczy zresztą powołać się na duszpasterskie obserwacje i przywieść sobie na pamięć, jacy to mężczyźni gromadzą się w dzień św. Józefa po naszych kościołach, aby uczcić swego patrona?
W ostatniej błagalnej części oracji sformułowany jest jak zwykle przedmiot naszych próśb. Wyrażają go tu dwa retorycznie zespolone zwroty. W pierwszym prosimy więc o to, abyśmy mogli spełnić wskazane nam przez Boga dzieła. Ponieważ to ostatnie wyrażenie sformułowane jest w liczbie mnogiej, nasunąć się może pytanie, o jakie w szczególności dzieła chodzi. Czy może o szczegółowe zadania jednostkowego życia ludzkiego, o obowiązki stanu, o powinności indywidualnego powołania? Przy ogólnym sformułowaniu próśb liturgicznych (jest to ich znamienną cechą) nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy w nie wkładali to, co nasunie nam na myśl osobiste skojarzenie lub potrzeba serca, albo też sugestia wypływająca z innych liturgicznych tekstów. Tu jednak biorąc pod uwagę te ostatnie, zwłaszcza czytania, należy zauważyć, że nakazane przez Boga dzieła oznaczają przede wszystkim powszechne prawo pracy, któremu podlega każdy człowiek (por. także 2 Tes 3, 10). Prośba dotyczy tedy pracy jako takiej, jakakolwiek byłaby jej postać i rodzaj. Czy zresztą ludzkie dzieła, pozbawione jakiegokolwiek odniesienia do tego podstawowego obowiązku, nie staczają się łatwo w przepaść po pochyłej równi wybujałych ambicji? Czy nie rozpływają się w mgłach iluzji schlebiających tym ambicjom, zastępujących rzetelny wysiłek zajęciami, które przynoszą doraźną satysfakcję lub przypominają aktywność hobbystów?
Ogólnie sformułowany jest też drugi przedmiot prośby. Liturgia mówi mianowicie o osiągnięciu nagrody za pracę, ale znów posługuje się liczbą mnogą. Czy chodzi więc przede wszystkim o bardziej bezpośrednio osiągane owoce pracy, dzięki którym człowiek utrzymuje życie własne i swoich najbliższych? A może o satysfakcję, która płynie ze świadomości społecznej użyteczności pracy? Dla człowieka religijnego podobna czysta satysfakcja może się ponadto budzić z przeświadczenia, że przez swą pracę współdziała w doskonaleniu rzeczy stworzonych przez Boga, że ulepsza niejako i podporządkowuje sobie przyrodę. Dla chrześcijanina wreszcie źródłem satysfakcji, a więc duchową nagrodą, osiąganą już tu na ziemi, może być także przekonanie, że praca, zwłaszcza praca znojna, włącza go w tajemnice Chrystusowego trudu i zmęczenia i w ten sposób jednoczy w dziele zbawienia. Sobór Watykański II uczy dlatego: "Przez pracę, składaną Bogu w ofierze, człowiek łączy się z dziełem zbawczym Jezusa Chrystusa, który pracując własnymi rękami w Nazarecie, nadał pracy znamienitą godność" (KDK 67).
Nie zaprzeczając bynajmniej temu, że wymienione satysfakcje są prawdziwą nagrodą dla człowieka, który swą pracę traktuje rzetelnie i poważnie, tu jednak zauważyć musimy, że rozliczne loci liturgici, w których występuje użyty w oracji termin, wskazują na jego znaczenie nadprzyrodzone i wieczne. Na niebo zasługujemy przede wszystkim dobrze wykonaną pracą. Chrześcijaństwo podtrzymywało to przekonanie tak dalece i wyraźnie, że czyniono mu nawet zarzut, jakoby wizją nagrody wiekuistej chciało pracowników pozbawić doczesnego owocowania ich trudów.


Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie,
jak dla Pana, a nie dla ludzi

Kol 3, 14-15. 17. 23-24

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Kolosan

Bracia:
Nade wszystko przywdziejcie miłość, która jest spoiwem doskonałości. A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni.
A cokolwiek mówicie lub czynicie, wszystko niech będzie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.
Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie, jak dla Pana, a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana otrzymacie dziedzictwo wiekuiste jako zapłatę. Służcie Chrystusowi jako Panu.

Oto słowo Boże.


ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

Kol 3, 14-15. 17. 23-24  


Pracować z intencją uwielbienia Boga

Czytanie to nie jest tekstem ciągłym. Z właściwą sobie swobodą liturgia posłużyła się tu trzema małymi wycinkami z rozdziału trzeciego. W liście nie występują one bezpośrednio po sobie, ponieważ jednak wchodzą w skład dość swobodnie zredagowanych zaleceń moralnych, ich "wycięcie" z kontekstu nie narusza w niczym jego zasadniczych powiązań myślowych i nie zniekształca perspektywy, w jakiej należy ją przyjąć.
Najpierw zalecenie, które u św. Pawła nie jest bynajmniej czymś niezwykłym, wyjątkowym. Zawiera raczej jedną z jego ulubionych myśli, rozwijanych w wielu miejscach i przekazywanych ze szczególnym naleganiem. Chodzi o ukoronowanie i zintegrowanie wszystkich postaw i zalet chrześcijańskich w uczuciu miłości. Bez niej łatwo w tych postawach o przerosty, które w konsekwencji do życia społecznego wprowadzają przykre dysonanse. Dopiero miłość doskonali wszystko i integruje od wewnątrz.
Sama jest darem Chrystusa i "owocem Ducha Świętego" (Ga 5, 22). Jako taka pod piórem Apostoła narodów sąsiaduje często z pokojem, który jest jakby jej naturalnym towarzyszem. W rzeczywistości nie jest to jednak dar natury ani konsekwencja samych tylko dobrych stosunków z innymi ludźmi. Według myśli św. Pawła jest czymś na wskroś Chrystusowym, darem Ducha Świętego otrzymywanym dzięki usprawiedliwieniu. Usprawiedliwiony przez Jezusa Chrystusa żyje mianowicie w pokoju z Bogiem i włączony zostaje w jedno Ciało.
Wobec takich nieocenionych darów rozradowane serce ludzkie nie znajduje innej, lepszej odpowiedzi ponad uczucia wdzięczności i chęć nieustannego dziękczynienia. Nie ma to być odruch chwilowy, toteż Apostoł, chcąc nas w tych uczuciach utrwalić, wezwanie do wdzięczności akcentuje mocno i ponawia.
Liturgia natomiast jego wezwanie, to solidne uzasadnienie próśb zanoszonych np. w modlitwie po Komunii, powtarza w tym przeświadczeniu, że zawarte w nich treści wiążą się jako właściwe tło, podbudowa i zapewnienie skuteczności z pojęciem ludzkiej pracy. Powtarza je również w przekonaniu, że w takim właśnie usposobieniu pracę swą wykonywał święty, którego dziś wspominamy. Ewangelia nie pozwala nam wątpić w to, że jego ważkie i na całe życie wiążące decyzje podyktowane zostały aktem poddania i miłości.
Łatwo też z wielu pisarzami ascetycznymi domyślać się, że pełen miłości i pokoju Józef wzrastał nieustannie w tych uczuciach, a wzrastał w miarę zużywania swych sił w żmudnej codziennej pracy.
Równie łatwo znaleźć w nim żywy przykład realizowania następnego Pawłowego wezwania. On przecież najwyraźniej wszystko spełniał dla Jezusa i Marii. Egzegeci analizując wspomniane wezwanie mówią o chrystosferze, w której przebywać mają wierni. Czy nie przebywał w niej na wiele lat przed św. Pawłem skromny rzemieślnik z Nazaretu, który był żywicielem Chrystusa i oblubieńcem jego Niepokalanej Matki?
Dociekają potem egzegęci, co może się kryć w formule "w imię Pana Jezusa" i w subtelny sposób ją interpretują, doszukując się w niej m.in. śladu pierwotnej formuły liturgicznej. Pobożność chrześcijańska nie interesowała się bliżej tymi rozróżnieniami. W wierszu 17 dopatrywała się wezwania do zachowania tej postawy i rozbudzania tej intencji, którą sama wyraziła w krótkiej modlitwie: "Jezu, Tobie żyję; Jezu, Tobie umieram; Jezu, Twój jestem, w życiu i przy śmierci". Wszystko czynić dla Jezusa i na Jego chwałę - to hasło zaleca stosować także do obowiązków stanu i codziennej szarej pracy. Była przekonana, że od pełnej realizacji hasła zależy uświęcenie człowieka. Wpatrując się w tekst Pawłowy, możemy dodać, że z tej realizacji wypływa także głębokie zadowolenie, z niego zaś rodzą się spontaniczne uczucia wdzięczności.
Święty Paweł mając na uwadze współczesną "familię", czyli cały dom, obejmujący nie tylko rodziców i dzieci, ale także innych domowników, nie związanych z nimi więzami krwi, mówi następnie o postawie poszczególnych członków tej społeczności. Nie pomija również niewolników. Liturgia mając na uwadze przewodnią myśl dzisiejszego wspomnienia oraz jego bohatera, wiersze poświęcone obowiązkom poszczególnych stanów opuszcza i zostawia na inną okazję. Nie opuszcza jednak wierszy 23-24, bo aczkolwiek skierowane pod adresem niewolników, zrównanych w godności i celach z innymi chrześcijanami, wiersze te zawierają sens uogólniony, tzn. ogólnochrześcijański i na wskroś nadprzyrodzony.
Pracę i jej służebność, wyposażone w wartości nie do utracenia, Paweł wynosi jeszcze wyżej. Czyni z nich chwałę czerpaną z Tego, któremu służyć to tyle, co królować. Mówi znów o intencjach, które pracę mają ożywiać i na ten właśnie poziom wynosić. Służba i znojny trud stają się wówczas czynnościami synowskimi. Synowską będzie też nagroda. Jej nadzieja każe nam na pracę patrzeć w jasnej perspektywie eschatologicznej.
Krótkie reasumujące wezwanie, które całe zagadnienie ześrodkowuje w Chrystusie, kończy perykopę. My zaś wspominając św. Józefa-cieślę, w nim właśnie odnajdujemy z łatwością pełne urzeczywistnienie wezwania. Józef naprawdę służył Chrystusowi.


Ps 90 (89), 2 i 4. 12-13. 14 i 16
(R.: por. 17b)

Refren: Pracę rąk naszych wspieraj, Panie Boże.
Albo: Alleluja.

2Zanim narodziły się góry,
 nim powstał świat i ziemia, *
 od wieku po wiek Ty jesteś Bogiem.
4Bo tysiąc lat w Twoich oczach
 jest jak wczorajszy dzień, który minął, *
 albo straż nocna.

Refren: Pracę rąk naszych wspieraj, Panie Boże.
Albo: Alleluja.

12Naucz nas liczyć dni nasze, *
 byśmy zdobyli mądrość serca.
13Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał? *
 Bądź litościwy dla sług Twoich!

Refren: Pracę rąk naszych wspieraj, Panie Boże.
Albo: Alleluja.

14Nasyć nas o świcie swoją łaską, *
 abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
15Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło, *
 a Twoja chwała nad ich synami.

Refren: Pracę rąk naszych wspieraj, Panie Boże.
Albo: Alleluja.


Ps 68 (67), 20

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Pan przez wszystkie dni niech będzie błogosławiony,
Bóg, ktory nas dźwiga co dzień, Zbawienie nasze.

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.



Jezus jest synem cieśli

Mt 13, 54-58
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus, przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali:
«Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u Niego to wszystko?» I powątpiewali o Nim.
A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony». I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

Oto słowo Pańskie.


ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

Mt 13, 54-58  

Jezus jest synem cieśli

Ewangelia zakwalifikowana jako "własna", wyjęta jest z Mt 13, 54-58. Obejmuje perykopę, określaną w biblistyce jako nazaretański epizod publicznej działalności Chrystusa.
Położone z dala od uczęszczanych szlaków komunikacyjnych, Nazaret, ojczysta miejscowość Chrystusa, w której spędził większą część swego życia i w której stałe miejsce zamieszkania mieli Józef i Maria, nie był ośrodkiem Jego mesjańskiego przepowiadania. W galilejskim okresie tej działalności jej widownią było najczęściej Kafarnaum oraz inne nadbrzeżne miejscowości znad jeziora Genezaret. Teraz jednak, bodaj dość nieoczekiwanie, albo może na wezwanie krewnych, Chrystus przybył do rodzinnego Nazaretu i wziął udział w nabożeństwie sobotnim. Nie zmieszał się jak ongiś za lat młodzieńczych z gromadą zwyczajnych uczestników zebrania, ale zaproszony przez przełożonego synagogi lub wprosiwszy się sam, wstąpił na podwyższenie zwane bemah, aby odczytać urywek Pisma Św. i zaopatrzyć go w komentarz. Ten ostatni nie przypominał w niczym tego, co dotąd głoszono z tego miejsca. Chrystus nie powołał się na autorytet rozmaitych uczonych w Piśmie, jak to było w zwyczaju, nie cytował ich maksym i opinii. Mówił z powagą, na którą zdobyć się może jedynie Ten, kto posiada władzę. Cały ewangeliczny kontekst wskazuje ponadto, że w jakiś sposób nawiązywał do swego mesjańskiego powołania.
W pierwszej chwili wprawił słuchaczy w zachwyt. Nikt jeszcze nigdy tak jak On nie przemawiał w nazaretańskiej synagodze. Niewiele jednak czasu potrzeba na odmianę nastrojów. Ta gromadka pozbawiona wyobraźni, ludzie o ciasnych sercach i umysłach, przeszła rychło ku płaskiemu sceptycyzmowi i kpinom. Wystarczyło jej zresztą spojrzeć trzeźwo dookoła. Przecież tam obok stali Jego krewni. Czy byli inni, nie tacy sami jak oni? Czy wyróżniali się czymkolwiek? A On sam, czy kiedykolwiek studiował u stóp jakiegoś wielkiego mistrza w Prawie? Nie słyszeli o tym. To przecież zwykły nazaretańczyk, w dodatku nie z tych, którzy wyróżniali się swą pozycją lub majątkiem. Syn najzwyklejszego cieśli.
Nie wiedzieli - i wiedzieć nie mogli - że wyrażając swój sceptycyzm dotykają prawdy o dalekosiężnym, wprost bezmiernym wymiarze. Syn cieśli. Ten cieśla był jednak przybranym ojcem i opiekunem Wcielonego Słowa. W ramach skromnego, prostego zawodu dopełniało się wielkie dzieło. Spełniając jego funkcję Józef spełniał równocześnie wielkie życiowe zadanie. Jakże mylące były tedy pozory zewnętrzne i powierzchowne wrażenia. Jak krótkowzroczne są też często ludzkie wartościowania i kwalifikowanie zajęć bliźniego. Jaka bogata treść może się kryć w pracy skromnej, spełnianej w głębokim poczuciu obowiązku. Jak uszlachetniająca i wprost uświęcająca jest taka praca.
A samo Wcielone Słowo? To, że zechciało być przybranym synem skromnego cieśli, czy nie uświęciło i nie konsekrowało skromnej egzystencji człowieka pracy? Czy nie stawiało jej na wzniosłym piedestale? Gdyby nie specyficzna treść, jaką w języku kościelnym wkładamy w to określenie, można by zapytać: czy nie dokonało się wówczas coś, co by nazwać można ustanowieniem sakramentu ludzkiej pracy?
Tego wszystkiego - powtórzmy to jeszcze raz - nie dostrzegą ludzie nawykli do powierzchownego ujmowania zjawisk, trawieni z dnia na dzień powszedniością, skłonni do wygłaszania apodyktycznych płaskich uogólnień... Takich ludzi trudno przekonać o czymś nowym, nagiąć do przemyślenia spraw, skierować ad maiora - ku rzeczom większym. Wykazują szczególną odporność na działanie łaski i blask jej światła. Toteż Chrystus nie dokonał w Nazarecie cudów i nie potwierdził nimi swych słów tak, jak to czynił wobec prostych rybaków znad jeziora. Swój pobyt w Nazarecie podsumował przysłowiowym powiedzeniem o proroku w swojej ojczyźnie. To właśnie powiedzenie wolno nam w tym miejscu rozciągnąć jeszcze raz na skromność bytowania i na znojny trud wielu ludzi pracy, których nie docenia się na tym padole, ale którzy jak Józef z Nazaretu są wielcy przed Bogiem. Ich wielkość wypływa stąd, że wytrwale służą innym, poprzez bliźnich zaś służą stwórczemu i odkupiającemu działaniu Wcielonego Słowa.



 

Boże, źródło wszelkiego dobra, wejrzyj na dary, które Tobie składamy, obchodząc wspomnienie świętego Józefa, * i spraw, niech ta Ofiara zapewni nam Twoją pomoc. Przez Chrystusa, Pana naszego.

ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

 


Modlitwa nad darami ofiarnymi jest tekstem zapożyczonym z liturgicznych zasobów diecezji belgijskich (z proprium mszalnego na 1 października). Na obecny użytek tekst ten został nieco zmodyfikowany i stał się prośbą najwyraźniej dostosowaną do swego miejsca i pierwotnego znaczenia, zasygnalizowanego już w samej nazwie. Zwalniałoby nas to od obowiązku jej komentowania, tym bardziej, że zwykła, chciałoby się powiedzieć - prozaiczna wzmianka o św. Józefie także nie odznacza się czymś wyrazistym, różniącym ją w szeregu wielu innych tego rodzaju tekstów.
A jednak wzmianka ta kryje w sobie treść nie pozbawioną znaczenia i głębokiego sensu.
Do sprawowania bezkrwawej ofiary przystępujemy z nim, a więc z pełnym prostoty mężem, który troszczył się i żywił wcielone Słowo. Sama już ta myśl sugeruje nam pragnienie przyswojenia sobie w obcowaniu z Jezusem Chrystusem uczuć, jakie były właściwe świętemu patriarsze. Mówiąc jeszcze konkretniej - wspomnienie św. Józefa powinno nam przede wszystkim nasunąć chęć rozbudzenia w sobie ofiarności, która tak bardzo właściwą była żywicielowi i opiekunowi Chrystusa.
Ta ofiarność obejmowała przede wszystkim trud codziennej, żmudnej i wyczerpującej pracy. Toteż kiedy razem z Józefem przynosimy do ołtarza ofiarne dary, pośród nich nie powinno zabraknąć daniny, jaką może być nasza osobista praca i nasz własny znój.
Ze wspomnienia św. Józefa-rzemieślnika moglibyśmy zresztą zaczerpnąć m.in. to odświeżone nastawienie, które w czasie każdorazowego uczestnictwa we Mszy św. skłoniłoby nas do kładzenia na patenie tej właśnie daniny. Uświęcalibyśmy swój codzienny trud, włączalibyśmy go lepiej w tajemnicę zbawczego trudu Chrystusowego, stawałby się cenną cząstką w Jego zbawczym dziele. Zapewne sama też praca lepiej by osiągała cel, o który chodzi w omawianej modlitwie: razem z innymi ofiarnymi daninami byłaby naszą obroną, rękojmią naszego bezpieczeństwa.


65. Rola św. Józefa w dziele zbawienia

 

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, * abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, * Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże. * I abyśmy Ci składali należne uwielbienie, * błogosławili Cię i wysławiali, * oddając cześć świętemu Józefowi.
Jako męża sprawiedliwego * dałeś go Bogurodzicy Dziewicy za Oblubieńca, * a jako wiernego i roztropnego sługę * postawiłeś nad swoją Rodziną, * aby rozciągnął ojcowską opiekę nad poczętym z Ducha Świętego * Jednorodzonym Synem Twoim, naszym Panem, Jezusem Chrystusem.
Przez Niego Twój majestat uwielbiają zastępy Aniołów, * którzy zawsze się radują w Twojej obecności. * Prosimy, aby i nasze głosy przyłączyły się do nich, * razem z nimi wołając...




Kol 3, 17

Wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, * wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, * dziękując Bogu Ojcu przez Niego. * Alleluja.

ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

 


Antyfona na Komunię jest wyjątkiem z tekstu Kol 3, 17. Tutaj ten wyjątek-przypomnienie jest tym bardziej na miejscu, że przywodzi na pamięć obowiązek dziękczynienia, związany z intencjami naszych codziennych spraw.



 

Boże, nasz Ojcze, posileni sakramentalnymi Darami pokornie Cię prosimy, abyśmy za przykładem świętego Józefa świadczyli o miłości, którą wlałeś w nasze serca, * i cieszyli się owocami trwałego pokoju. Przez Chrystusa, Pana naszego.

ks. Henryk Fros SJ, Wprowadzenie do Mszy o świętych, tom 1

 


Modlitwa po Komunii jest zmodyfikowanym tekstem oracji, która w dawnym mszale widniała w dodatku, przeznaczonym dla niektórych kościołów (pro aliquibus locis); posługiwano się nim w dzień poświęcony wspomnieniu św. Rity (22 maja). Tekst wyraża błaganie szczególnie gorące. Nic w tym dziwnego. Przecież co dopiero zostaliśmy nasyceni pokarmem, który tekst łaciński określił jako niebiańskie słodycze, a tłumacze francuscy nazwali kosztowaniem radości nieba. Jedno i drugie wyrażenie dawno już nabrało praw obywatelstwa w języku kościelnym, bo też dobrze zadomowione było w tradycji Ojców.
Powołujemy się następnie na świetny wzór Józefa. Nie czynimy tego jak gdzie indziej pośrednio, wzywając go jako mediatora lub wspominając jako uosobienie cnót. Czynimy to formalnie, ale z dalszego kontekstu wynika dostatecznie jasno, że nie chodzi tym razem o przykład pracowitości i znoszonego dla Chrystusa znoju. Wnikając obecnie głębiej w ten wspaniały wzór i rozważając życie Józefa od pierwszego jego pojawienia się na kartach Ewangelii, z łatwością domyślamy się tego, co jego pracę ożywiało, co było jej niesłabnącym motywem, co zarazem stanowiło jej orzeźwienie.
Nie ulega bowiem wątpliwości, że ten skromny rzemieślnik, który w pokorze przyjął opiekę nad Jezusem i Marią, musiał w ich towarzystwie i przy spełnianiu dla nich codziennego trudu nieustannie wzrastać w miłości. Nie było to uczucie wyrażające się w wielkich manifestacjach na zewnątrz. Nie wypowiadało się poetycznymi uniesieniami ni uderzającym heroizmem sławnych czynów. Była to cicha miłość na co dzień. Wytrwałym poświęceniem świadczyła jednak o dobroci serca. W tym sercu właśnie i w podyktowanym przez serce trudzie ofiarnym urzeczywistniało się piękne świadectwo miłości. Za Jezusem, swym przybranym Synem, mógłby Józef powtórzyć: "Dzieła, które czynię, świadczą o mnie" (por. J 5, 36).
Głęboka miłość idzie zaś w parze z nie mniej głębokim pokojem. Św. Paweł po wielekroć razy zestawia je razem albo też zwie owocami Ducha (por. np. Ga 5, 22; Flp 4, 7; Kol 3, 14 itd.). Nietrudno zresztą domyślić się, że człowiek owładnięty głęboką miłością, doznaje wewnętrznego pokoju. Do doświadczenia takiego pokoju predestynuje też człowieka sama wytrwała praca wykonywana dla szlachetnych celów. Jest ten pokój owocem zarówno tej pracy, jak i trwałej miłości, chociażby ta ostatnia była miłością cichą i nie manifestowaną w deklamacjach.
Ten niezmącony pokój sposobi też człowieka do pogodnej śmierci. Jak pokarm, o którym była mowa na samym wstępie do oracji, jest zadatkiem i przedsmakiem radości niebiańskich, tak pokój, o który za wzorem św. Józefa ubiegamy się i prosimy, jest zadatkiem i zapowiedzią wiekuistego odpocznienia.



Polecamy komentarze do dzisiejszych czytań:

   •  Dominikanie.pl (youtube): Chlebak
   •  Wojciech Jędrzejewski OP (youtube): Ewangeliarz OP
   •  FranciszkanieTV: Codzienne homilie audio
   •  Franciszkanie: 3 zdania
   •  Bractwo Słowa Bożego: Komentarz do codziennych czytań
   •  katolik.pl: Komentarz na dziś
   •  mateusz.pl: Czytania z codziennym komentarzem
   •  deon.pl: Komentarze do Ewangelii
   •  Radio Warszawa: Ewangeliarz

Wydawnictwo Pallottinum

Wyślij do nas maila

STRONA GŁÓWNA
TEKSTY ILG | OWLG | LITURGIA HORARUM | KALENDARZ LITURGICZNY | DODATEK | INDEKSY | POMOC
CZYTELNIA | ANKIETA | LINKI | WASZE LISTY | CO NOWEGO?

 Teksty Mszału i Lekcjonarza:
© Copyright by Konferencja Episkopatu Polski i Wydawnictwo Pallottinum

Opracowanie i edycja - © Copyright by ILG